Dzieła sztucznej inteligencji vs. prawo autorskie

17 stycznia 2020 - Bez kategorii Wydarzenia

W ubiegłym tygodniu świat obiegła wiadomość o jednym z pierwszych orzeczeń sądowych przyznających prawa autorskie do materiału stworzonego przez sztuczną inteligencję („SI”). Ochroną prawa autorskiego objęto artykuł wygenerowany przez SI, do której licencję miał Shenzhen Tencent Computer System Co., Ltd. („STCS”). W omawianej sprawie SI przyjęła formę inteligentnego asystenta pisania opartego na danych i algorytmach, nazwanego oficjalnie Dreamwriter. Dreamwriter wspierał pracowników kreatywnych STCS, co przekładało się na możliwość opracowania ok. 300.000 materiałów prasowych rocznie.

W dniu 20 sierpnia 2018 r. STCS opublikował na jednej ze swoich stron internetowych artykuł zatytułowany: „Lunch Review: Shanghai Index rose slightly by 0.11% to 2691.93 points led by telecommunications operations, oil extraction and other sectors.”. Do opracowania artykułu również i w tym przypadku wykorzystano SI Dreamwriter, przez co w treści publikacji znalazła się wzmianka, że powstał on bez udziału człowieka.

W dniu publikacji artykułu przez STCS, w prawie niezmienionej formie udostępnił go także Shanghai Yingmou Technology Co., Ltd. („SYT”) na stronie internetowej „Home of online loans”.

STCS uznał, że artykuł był utworzonym w jego imieniu, przez co przysługują mu do niego prawa autorskie i na tej podstawie zarzucił SYT plagiat. STCS wskazał w pozwie, że możliwość generowania treści daje mu przewagę konkurencyjną będącą efektem pracy zespołu STCS. Zarzucił więc SYT, że ta bezpośrednio skopiowała materiał, aby przekierować ruch sieciowy na swoją stronę internetową i w sposób sprzeczny z zasadami etyki biznesowej oraz uczciwej konkurencji uzyskać korzyść majątkową.

Chiński sąd po rozpoznaniu sprawy stwierdził, że forma spornego artykułu spełnia wymogi stawiane dziełu, co umożliwia objęcie jej ochroną krajowego prawa autorskiego. Treść artykułu zawierała bowiem w ocenie sądu prawidłową i rzetelną analizę informacji i danych giełdowych, jasną strukturę, logiczne wnioski oraz wymagany stopień oryginalności.

W związku z powyższym, sąd nakazał SYT zrekompensować straty poniesione przez STCS na skutek naruszenia jej praw autorskich do artykułu.

Powołany wyżej wyrok został bardzo szybko uznany za precedensowy przez osoby zajmujące się prawem nowych technologii. Porusza on bowiem temat nabierający obecnie na znaczeniu, a mianowicie dotyczący ochrony dzieł generowanych bez udziału człowieka. Analiza sedna omawianej sprawy wymaga jednak wyjaśnienia najbardziej podstawowej dla niej kwestii, a mianowicie…

…CZYM WŁAŚCIWIE JEST TO „SI”?

Upraszczając, SI to pewien rodzaj programu, zbudowanego wedle uporządkowanej i logicznej struktury. Składa się z algorytmów, czyli ze z góry zdefiniowanych czynności, jakie trzeba wykonać, aby osiągnąć określony przez twórcę programu cel. SI, aby zrealizować taki cel, poniekąd „żywi się” dostarczonymi danymi, analizuje je i wykorzystuje w sposób ustalony przez twórcę. Cały ten skomplikowany mechanizm jest efektem pracy włożonej przez twórcę SI w jego budowę. To twórca najpierw opisuje co SI ma zrobić, co przeanalizować, skąd czerpać dane i jak je potem wykorzystać. Po uruchomieniu takiego programu, może on pracować bez udziału człowieka, ponieważ wcześniej człowiek zdefiniował jego zadania i kompetencje.

CZY TO ZNACZY, ŻE SI MOŻE BYĆ ARTYSTKĄ?

W naszym artykule kwestią kluczowa jest odpowiedź na pytanie czy rezultat pracy SI może mieć walor pracy artystycznej.

Jasne jest bowiem, że SI może wykonać jakąś określoną pracę. Pozostaje pytanie: czy taka praca będzie oryginalna? Jak na razie, praca SI to zawsze wynik analizy pewnej ilości dostarczonych jej wcześniej danych. Nie inaczej jest w przypadku inicjatywy „the next Rembrandt”, gdzie AI na podstawie analizy obrazów Rembrandta, a także jego techniki malarskiej, generuje nowy, unikalny obraz mistrza.

Czy wobec tego możemy powiedzieć, że to „robot” stworzył obraz na miarę Rembrandta?

Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa. Dla przykładu, polska ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych przyznaje ochronę tylko takim formom działalności, które: 1) mają twórczy (oryginalny) i 2) indywidualny charakter (tzn., że nie jest to efekt pracy rutynowej/szablonowej), a także 3) zostały ustalone w określonej postaci.

Wydaje się, że nie można wykluczyć sytuacji, w których dzieło stworzone przez SI, będzie spełniało kryterium oryginalności i indywidualnego charakteru. Niemniej, podobnie jak w innych systemach prawa, np. w Chinach i USA, przyjmuje się, że aby w ogóle mówić o utworze w rozumieniu prawa i o przyznaniu mu ochrony, konieczne jest, aby był on wytworem człowieka.

SI człowiekiem oczywiście nie jest, a jedynie została przez niego stworzona i zaprogramowana. Wykonuje dla niego również z góry określony zestaw czynności, aby osiągnąć założony rezultat.

Czy jednak taki rezultat jest zawsze możliwy do przewidzenia? Czy to twórca SI powinien być uprawniony np. do rezultatu, jeśli powstał on bez jego udziału, a często nawet poza jego wyobrażeniem?

Rozstrzygnięcie sądu w Shenzhen nie odnosi się niestety do tego problemu kompleksowo. Jako prawdopodobnych autorów dzieł wygenerowanych przez SI można wskazać zespoły programistów, które taką SI powołali do życia. Z uwagi jednak na znaczną ilość osób, które dostarczają „cegiełki” do budowy SI, zaciera się możliwość jednoznacznego określenia wkładu każdej z nich i określenia w jakim stopniu dany autor przyczynił się do ostatecznej formy SI oraz wygenerowanego przez nią dzieła.

Z kolei z perspektywy sądu w Shenzhen, można byłoby też uznać, że uprawnionym do praw z takiego dzieła jest podmiot, w imieniu i na rzecz którego stworzono SI, czyli taki swoisty „producent”.

Nie jest jednak pewne, czy nawet w przypadku przyznania autorstwa i praw do samego SI danemu podmiotowi lub konkretnym programistom, prawo to rozciąga się również na dzieła przez SI stworzone. Owszem, twórca doprowadza do powstania SI, jednak sam efekt jej pracy, otrzymany bez jego udziału, jest już w dużej mierze nieprzewidywalny. Ma to miejsce np. w kontekście inicjatywy „the next Rembrandt”, gdzie wszyscy wiedzą, że jakiś obraz powstanie, ale nikt nie wie, jaki dokładnie. Przyznanie praw do takich utworów programistom można byłoby sprowadzić do dosyć zabawnego stwierdzenia, że twórca narzędzia – tutaj programu – posiada prawo do pracy, jaka powstała bez jego udziału, a wyłącznie w ramach wykorzystania stworzonego przez niego w tym celu programu. Taki pogląd wydaje się być kontrowersyjny. Dla zobrazowania sytuacji, należy zadać sobie pytanie, czy autorem obrazu jest malarz, czy podmiot, który dostarczył malarzowi narzędzia w postaci farby, arkusza i pędzla?

W obecnym momencie trudno jest więc udzielić jednoznacznej odpowiedzi na pytanie kto jest uprawniony do dzieł SI. Nie zmienia to faktu, że w mojej ocenie, dzieła takie powinny korzystać z ochrony prawa autorskiego, bowiem możliwe są sytuacje, kiedy będą one po prostu oryginalne i niepowtarzalne. Mając na uwadze, że SI na dobre zaczyna gościć w naszym codziennym życiu (komponując muzykę, czy pisząc wiersze), spraw takich jak ta rozstrzygnięta w Chinach będzie więcej. Tym bardziej palącą kwestią może stać się dyskusja, czy programistów uznamy za artystów, którzy posługując się SI jak pędzlem będą tworzyć dzieła sztuki, czy skłonimy się do przyznania SI jej własnych praw do wygenerowanych dzieł. Dyskusja taka może nabrać tempa zwłaszcza w momencie, gdy powstanie SI w pełni samoświadome, której człowiek do niczego nie będzie potrzebny.

Podsumowując, obecnie tylko jedna rzecz jest w miarę pewna – współczesne czasy będą wymagać od prawników aktualizacji myślenia i aktualizacji prawa.

A jakie jest Państwa zdanie? Zachęcamy do podzielenia się swoimi przemyśleniami w komentarzach.